5/03/2017

Six

Zabawne jak jeden pocałunek w ogrodzie może wywrócić całe życie do góry nogami. Co prawda nie był to jakiś pierwszy lepszy pocałunek. Nie chodzi o technikę, a o osobę całowaną. W tym przypadku Martina. Może i nasze usta początkowo nie mogły się zgrać, ale nim dojechaliśmy do jego hotelu szło nam coraz lepiej, a nawet bardzo dobrze.
To był najprzyjemniejszy poranek od lat, a bezsprzecznie od kiedy wróciłam do Niemiec. Może dlatego tak łatwo, właściwie bez zastanowienia, zgodziłam się przyjechać na Turniej Czterech Skoczni. Nie wspomniałam, że zarząd stacji proponował mi już wcześniej wyjazd na niemiecką część kilka tygodni temu. Uznałam więc to za pomyślne zrządzenie losu, skoro będę mogła zająć się pracą i pobyć z Martinem. Tego samego dnia Martin wyjechał, miał nagrywać w Lahti następnego dnia. Nie było rzewnego pożegnania na lotnisku, ponieważ sama wyszłam w pośpiechu z hotelu, aby przed pracą zdążyć wpaść jeszcze do mieszkania i się przebrać.
Kiedy siedziałam w pociągu do Oberstdorfu cały mój dobry humor na którym jechałam od dwóch tygodni skończył się w chwili gdy w skrzynce mailowej znalazłam wiadomość od Leny

Kochana siostruniu,
Przylatuję do Niemiec za dwa tygodnie, nadrobimy zaległy czas. Już nie mogę się doczekać aby zobaczyć jak dorosłaś.
Kocham, Lena.

Data wysłania sprzed trzech dni. Tyle wystarczyło by wcześniejsze marzenia o wyjątkowym weekendzie przepłoszył strach. Konfrontacja z Leną, niezależnie od tego kiedy miałaby nastąpić była dla mnie wyjątkowo stresującym przeżyciem i nie chodzi o to, że rozstałyśmy się w złości. W zasadzie byłam na nią wściekła, ale miałam szesnaście lat i nikt nie zwracał na mnie uwagi, a już na pewno nie moja siostra. Nie tamtego dnia.

Siedziała w swoim pokoju bardzo długo. Ja niecierpliwie, podobnie jak Marina – jej przyjaciółka czekałyśmy na korytarzu. Siedziałam na schodach i patrzyłam na wzór dywanu, który powoli zapadał mi coraz bardziej w pamięć.
- Lena nie chcę Cię poganiać – Marina od rana pomagała jej przygotować się do ceremonii. Przed godziną jednak zostawiła ją samą w pokoju i od tamtej pory dotrzymywała mi towarzystwa na korytarzu. Rodzice już dawno pojechali do kościoła, przed domem czekał kierowca, w eleganckim, starym aucie, które miało nas tam zawieźć. Rodzice i Lena stwierdzili, że dobrze będzie to wyglądać jeśli wejdę przed nią do kościoła, za mną Marina i dopiero ona. Miało to być szykowne wejście, niczym z filmu amerykańskiego. Nikt jeszcze nie wiedział, że Lena planuje coś zupełnie innego.
- Wiem, że to twój dzień, ale mogłabyś otworzyć te drzwi – zapukała delikatnie spoglądając na mnie i dając mi jakieś dziwne znaki oczami. Pokręciłam znudzona głową i wróciłam do wcześniejszego zajęcia. Lena ostatnio zachowywała się dziwnie, co każdy zrzucał na karb dzisiejszego, stresującego wydarzenia.
Wreszcie drzwi się otworzyły i to z impetem. Lena stanęła w nich, nie miała na sobie białej sukni, ubrana była w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach. W dłoni miała torbę podróżną. Spojrzałam na scenerię za nią. Pokój wyglądał jakby przeszedł przez niego tajfun, choć suknia wisiała na szafie nietknięta.
- Co to… Ale my musimy… Musisz się przebrać i to szybko – Marina nie ukrywała zdenerwowania, w zasadzie wątpię by potrafiła ukryć jakiekolwiek uczucie.
- Wyjeżdżam – powiedziała nieco wystraszona – Do Ameryki, poznałam kogoś w Internecie. Nie chcę wychodzić za mąż i tutaj utknąć. Nie w tym wieku. Jestem przecież za młoda i tyle życia przede mną.
Ręce jej się trzęsły kiedy mnie przytulała. Stałam jak osłupiona.
- Ava proszę wyjaśnij to rodzicom i oddaj to Martinowi – wcisnęła mi do ręki złożoną kartkę z zeszytu.
-Ale Lena – Marina znowu się odezwała.
- Mari ja się tu duszę, ty musisz mnie rozumieć – jęknęła i zbiegła ze schodów. Później odjechała na lotnisko jak przypuszczam zamówioną taksówką.
Później było najgorsze. To my pojechałyśmy do kościoła. Weszłyśmy do środka, ale nie było żadnego orszaku. Marina biegła przez nawę główną jakby od tego zależało nasze życie. Później wyjaśniła to rodzicom machając przy tym rękoma. Ojciec zdenerwował się nie na żarty, pierwszy raz widziałam, żeby tak puściły mu nerwy. Później poczułam jakby ta głupia kartka papieru parzyła mnie w rękę. Nie potrafiłam spojrzeć na Martina, było mi wstyd za moją siostrę, podobnie czuli się rodzice, kiedy reszta gości dowiadywała się jeden przez drugiego, że ślubu nie będzie. Wybiegłam z tego zimnego kościoła wprost na czerwcowe słońce. Rzuciłam chustkę okrywającą moje ramiona na trawnik przed kościołem. Patrzyłam na złożoną kartkę, choć wiedziałam, że nie jest do mnie. Ludzi wychodzili ze środka, szepcząc, niektórzy przeklinając. Wreszcie spojrzałam przed siebie, gdy mama chwyciła mnie pod rękę.
- Chodź kochanie, wracamy do domu – widziałam przed nami Martina, który zniknął w ciemnym samochodzie w towarzystwie swoich kolegów. Nie oglądał się za siebie, ja natomiast nie potrafiłam go zawołać. Zupełnie jakbym straciła głos.
Wsiadłam posłusznie do samochodu. Tata pojechał na lotnisko, z nadzieją że jeszcze nie wsiadła na pokład, ale znałam Lenę. Czekała zapewne do ostatniego momentu, w planowaniu nie miała sobie równych.

Nie potrafiłam przestać wspominać tego dnia. A widok Martina na miejscu w Oberstdorfie zamiast mnie ucieszyć jeszcze bardziej przeniósł mnie w czasie do tamtego lata. Ten ostatni dzień był apogeum tego co wisiało w powietrzu od jakiegoś czasu. Nigdy nie przekazałam Martinowi tamtej kartki, nikomu nie powiedziałam o niej, choć przecież Marina ją widziała. Jednakże wtedy również z nią kontakt się urwał, widząc ją na ulicy odwracałam wzrok.
- Ava powiedz co cię gryzie – siedzieliśmy w restauracji i jedliśmy kolację. Właściwie to nic nie przełknęłam.
- Nic – odparłam siląc się na uśmiech – To praca – skłamałam.
- Och musisz choć trochę wypocząć – chwycił moją dłoń i uśmiechnął się. Ciepło rozlało się po moim ciele. Gdyby wiedział jak ten uśmiech na mnie działa.
- Tak lepiej – powiedział całując moją dłoń – Możemy pójść na spacer, świeże powietrze dobrze Ci zrobi i może zgłodniejesz.
- Dobrze.
Mimo to głowę miałam pełną zmartwień.
*
Obudziłam się przed wschodem słońca. Właściwie nie byłam w stanie stwierdzić która jest pora dnia ponieważ ciemne zasłony zasłaniały okna. Dopiero po kilku chwilach dotarło do mnie, że nie jestem w swoim mieszkaniu. Nie chodziło tylko o fakt, że sama nie miałam zasłon. Łóżko było trochę większe i materac wygodniejszy niźli ten, na którym zwykłam spać. Nie zbudziło mnie chrapanie Martina, ponieważ miał spokojny sen. Spałam na boku i musiałam przekręcić się aby na niego spojrzeć. Miał jasną skórę i ciemne gęste włosy. Pamiętałam go jako chłopaka z burzą niesfornych włosów na głowie, a teraz spałam u jego boku. Leżał na brzuchu i widziałam jak jego plecy unoszą się i opadają delikatnie podczas oddechów.
Przy łóżku stała pusta butelka po winie, które wypiliśmy wczoraj, kiedy wróciliśmy ze spaceru. Lekko zawiani doprawiliśmy się tym trunkiem i w efekcie zasnęliśmy wspominając dawne czasy pomijając zupełnie osobę mojej siostry, jakby jej tam nie było. Może po prostu żadne z nas nie chciało popsuć dobrego humoru, który zapanował między nami. Było to szczególnie trudne kiedy chciałam wiedzieć jak on to wszystko wtedy zniósł.
Patrzyłam na niego nie wierząc, że teraz leżę tuż obok w bokserkach i koszulce, które wczoraj mi pożyczył do spania. Nagle uśmiechnął się przez sen i po kilku sekundach leniwie otworzył swoje oczy.
Zamarłam ponieważ zamierzałam wyjść nim on się obudzi, ale chciałam chwilę na niego popatrzeć aby to wszystko zapamiętać. Nie tylko to co widziałam, ale i czułam przy jego boku.
- Dzień dobry - podniósł się na łokciach i zbliżył do mnie. Centymetr od mojej twarzy zatrzymał sie, zamrugał powiekami i uśmiechnął wesoło.
Nie wiedziałam jak się zachować, dlatego ucieszyłam się, że to on przejął inicjatywę.
Pocałował mnie, a raczej musnął moje usta i cofnął się. Nie odzywaliśmy się, ale widziałam w jego spojrzeniu zaproszenie. Czekał na mój krok. Wyciągnęłam rękę w jego kierunku i wsunęłam dłoń w jego włosy. Były miękkie, prawie jak jedwab.
Nie zamierzałam zwlekać i po chwili odpowiedziałam mu również muśnięciem warg., ale nie pozwolił mi się odsunąć jak sam to zrobił chwilę wcześniej. Językiem rozwarł moje usta i wtedy to nastąpiło. Najprzyjemniejszy pocałunek w moim życiu, a był zaledwie poranek.

**
No i mamy szósteczkę. Trochę zajęło mi zebranie się w sobie aby to napisać, sami możecie to ocenić poprzez długi odstęp od ostatniego rozdziału. Mam nadzieję, że to co tu dla was napisałam się spodoba. Za wszelkie błędy styl. przepraszam i niezwłocznie je poprawię.
Pozdrawiam.